Niedawno miał miejsce pewien bardzo sympatyczny dzionek. Mam na myśli tłusty czwartek oczywiście. Nonkonformizm również się ujawnił, symbolizowany przez duży tłusty kebab. Tłusty czwartek, czy w końcu słodki? Taka dygresja dla wszystkich. Pragnę jednak zauważyć, że więcej refleksji przyniósł inny dzień. Zaskoczył mnie w zasadzie tym, że istniał zazwyczaj w znacznie dłuższym odstępie od tłustego czwartku niż tegoroczne dwa dni.
Święto zakochanych, hucznie celebrowane przez naiwne związki. Imieniny Walentego, który jest raczej niespotykanym osobnikiem w dzisiejszych towarzystwach. Dlatego jestem skłonny osobiście postawić kilka piwek tym, którzy solenizantów znają. Chociaż z widzenia. Kilka okazałych Żubrów, czy bombonierek w kształcie serduszek? Sam już nie wiem.









