Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Publicystyka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Publicystyka. Pokaż wszystkie posty

20 lutego 2012

Walentynki?!

Niedawno miał miejsce pewien bardzo sympatyczny dzionek. Mam na myśli tłusty czwartek oczywiście. Nonkonformizm również się ujawnił, symbolizowany przez duży tłusty kebab. Tłusty czwartek, czy w końcu słodki? Taka dygresja dla wszystkich. Pragnę jednak zauważyć, że więcej refleksji przyniósł inny dzień. Zaskoczył mnie w zasadzie tym, że istniał zazwyczaj w znacznie dłuższym odstępie od tłustego czwartku niż tegoroczne dwa dni.

Święto zakochanych, hucznie celebrowane przez naiwne związki. Imieniny Walentego, który jest raczej niespotykanym osobnikiem w dzisiejszych towarzystwach. Dlatego jestem skłonny osobiście postawić kilka piwek tym, którzy solenizantów znają. Chociaż z widzenia. Kilka okazałych Żubrów, czy bombonierek w kształcie serduszek? Sam już nie wiem.

26 grudnia 2011

Parker czy marker?

Ewidentnie zapomnijmy o tym, że opinia publiczna w większości ma ambiwalentny stosunek do zjawiska graffiti. Bezwstydnie moglibyśmy się nawet pokusić o stwierdzenie, że proporcje społecznego głosu do nurtu miejskiej sztuki są bezwzględne, klarowne i jasno sprecyzowane. Zobrazowane przez nienawiść. Problem jednak polega na niewłaściwym nazewnictwie, który wprowadza niepotrzebny chaos. Bowiem należy rozróżnić zwykłe bohomazy od kwintesencji tej dziedziny w jednym olbrzymim worze, którego bynajmniej nie podrzucił Święty Mikołaj. Ani nawet pustego, rozkazując brukowcom bezmyślny załadunek.

Pewne ruchy mogą stwarzać wyłącznie pozory. Kolorowe murale prezentują przecież poziom wybitny, a tworzone są przez najlepszych pobliskich writerów. Motywy, którymi specyfikuje się street-art, zawierający wyszukane prawdy i uniwersalne przesłanie jak teatr elżbietański, również należą do imponujących, pomijając już ich urbanistyczną wartość. Mosty, kamienice, przejścia podziemne. Graffiti jest wszędzie i trzyma fason. Nawet na pociągach polskiej kolei, pozostawiając tak niebotyczne wrażenie, że dzieciaki już prędzej uwierzą w nieprawdziwość Batmana niż w nielegalne zastosowanie sprejów podług obskurnych pociągów. Ja tam wierzyłem. Dlaczego więc utrzymuję, że graffiti jest napiętnowane?

25 grudnia 2011

Instruktaż kolekcjonera, czyli adnotacja druga

Zgrywałem mędrca jakbym był z kosmosu, to prawda. Po głębszym namyśle przyłapałem się, że podjąłem się sprawy nieco egoistycznie. Matkowałem i starałem się pomóc, lecz olbrzymi nacisk nałożyłem na szeroko pojęte płyty zagraniczne. Tak oderwałem się od bożego świata, rzetelnie gromadząc wskazówki jak Rolex, że zapomniałem wręcz o nim. Przeoczyłem moją zwyczajowość i kilka wrodzonych odruchów. Otóż, gdziekolwiek nie jestem, szukam półek z płytami i namacalnie zaczynam przeglądać ich zasoby. Tym tropem doszedłem do konkluzji, że większość mych ludzi posiada kolekcje, gdzie w znacznym stopniu figurują polskie płyty.

11 grudnia 2011

Instruktaż kolekcjonera, czyli adnotacja pierwsza

Kolekcjonujesz płyty, prawda? Uprzednio wywodziłem się na przeróżne tematy bezpośrednio związane z namiętnym wzbogacaniem się o płyty kompaktowe. Nie zamierzam weryfikować, czy moje wskazówki i zbiorowisko doświadczeń okazały się pomocne, ani też kwestionować, czy przedstawione solucje odtrąciły kogoś od sprawy. Jednak niechcący się zagalopowałem. Przygotowałem natomiast krótką adnotację w ramach zadośćuczynienia.

27 listopada 2011

Instruktaż kolekcjonera, czyli jak wymijać kości

Pamiętam mniej więcej pewien dylemat z naszej zawile wątpliwej mentalności. Ubieranie jaskrawych, kraciastych pantalonów z domieszką purpury było zgoła bardziej żenujące aniżeli kupowanie oryginalnych nośników z muzyką. Albo zupełnie odwrotnie. Przynajmniej przez dłuższy moment. Niewątpliwie ten okres był czymś wstydliwym, w pewnym stopniu nawet tematem tabu. Wówczas mógłby mnie wcale nie poruszyć, ponieważ nigdy nie pochodziłem z zamożnej rodziny. Przedstawiać się na pamięć jak Rzędzian w Ogniem i mieczem również nie miałem prawa. Nie licząc kilkunastu kaset rodzicieli (na przykład Vengaboys z naocznym produkowaniem małych słoniątek w poligrafii), które uznawałem za własne, posiadałem dwie płyty z polskim rapem, zrodzone ze ślepego, żmudnego oszczędzania i odmawiania pokusom. Niestety niezależnie ode mnie odeszły w niepamięć. Prawdziwym kolekcjonowaniem płyt natomiast, ze wzmożoną ostrożnością i zatrważającą powagą zająłem się nieco później…

Wzorem z nieznacznej części przedsięwzięć, zaczęło się całkiem niewinnie i zwyczajnie, lecz niespodziewanie. Jeżeli Leonardo DiCaprio głosił prawdę, zawładnęła mną prawdziwa wręcz incepcja. Zaczepiłem się punktu odniesienia (w cieniu niejednokrotnie przytaczanych przeze mnie historii), jakim niewątpliwie był Gang Starr, który diametralnie zmienił dotychczasowe poczynania spod mojej ręki. W międzyczasie zweryfikowałem własne poglądy na życie, więc suma sumarum uświadomiłem sobie dość szybko, że nie można mianować się czyimś fanem przez pryzmat kilku wyblakłych plakatów wiszących na ścianie. Cóż to za środek dla artysty? Ani chleba nie kupi, ani dziecka tym nie przewinie. A dystrybucja i tłocznia nawet nie brzmi podobnie do fundacji. Zatem wyłuskałem trochę groszy, zacząłem z marszu przeglądać garści asortymentów i pozyskałem okazyjnie Step in The Arena i Moment Of Truth za kwotę śmieszniejszą niż Anthony Anderson.

1 października 2011

ZaTRUta Osobowość

Przebąkiwałem gdzieniegdzie, że upodobania są odzwierciedleniem osobowości. Niespecjalnie jednak lubię zdolność myślenia, lecz najczęściej wzbraniam się przed ucieczką. Zazwyczaj stoję naprzeciw jakiejś zagwozdki, która w konsekwencji wywołuje nawet przegraną w zmaganiach ze spaniem. Wystarczy jakakolwiek melodia lub szczątkowy wers, aby w poszukiwaniu źródła trapiącego fragmentu być nieśpiącym jak Al Pacino. Pewnej nocy natomiast rozpocząłem konfrontację z porcją pozornie niepotrzebnej refleksji. Niepotrzebnej, ponieważ nie łechtała mnie pomiędzy nogami. Ale pozwoliła na męczeńską przechadzkę przez błędne koło, gdzie schodząc na zbocze, wprędce wywnioskowałem następującą rzecz. Wspomniane gusta odpływają z miałkim prądem bezmyślności.

Nie przekazałbym głowy pod zastaw, lecz żywię pewne nadzieje, że mógłbym być przyzwoitym obserwatorem ludzkich zachowań. Jak na osiedlowego socjologa przystało, jestem uważnie skupiony na codziennych perypetiach projektów, przejęty staczaniem się bliźnich w kierunku brudnego bagna i skoncentrowany nad ucieczką przed destrukcyjnym dobytkiem ciemnych bram i klatek. Etap podwórkowych perypetii przeminął bezpowrotnie, użytkowanie mieszkania tworzyło wtedy wyłącznie synonim noclegowni. Nadmieniony etap wzbogacił właściwie charakter, który przygody z serwerem jedynie imitują złaknionym niedorostkom. Fragmentarycznie śledzę przeróżne fora, czyli wylęgarnię bezmyślnej głupoty i zasugerowanych konformistów. Zresztą już połowiczne obeznanie tematu skłania do namysłu.

25 września 2011

Zatruta Osobowość: Prolog

Dla jednych gust jest wyłącznie statystyką, wyselekcjonowanym rankingiem lub bzdurnym uzupełnieniem. Ewentualnie czyjąś rekomendacją. Od dawna wychodzę naprzeciw, ponieważ według mnie gusta są odzwierciedleniem charakteru i osobowości, dyktandem wielu ważnych decyzji. Przecierają z pewnością wiele szlaków, wpływają na przetrwanie i mają poniekąd olbrzymi wpływ na życiową jakość. Weryfikując, kwestia gustu!

Jeszcze niejeden raz postaram się udowodnić, a znając moją ciężką i skomplikowaną naturę, rozkażę uzmysłowić powyższe dyrdymały nawet z użyciem sił zbrojnych przeciwko opornym. Mam nadzieję, że nie spaprałem sprawy i moja silna więź z upodobaniami została uwypuklona powyżej. Natomiast zdaję sobie sprawę, że prawdopodobnie znajdujemy się w jedynym miejscu i czasie, abym mógł odważyć się na najbardziej osobisty dotychczas krok. Niewidoczny już z dołu, rozmiar rangi tego momentu zmusza mnie do podziękowań. Kolosalnych jak wspomniana ranga podziękowań, za całokształt, ponieważ w kształtowaniu gustu nigdy nie narzekałem na samotność…

4 września 2011

Prawdziwy hip-hop jak Das EFX

Stwierdziwszy z grubsza, funkcjonalność kultury hip-hop w polskiej świadomości plasuje się na nienagannej pozycji. Opryskliwa młodzież już w podstawówkach rozpoznaje charakterystyczne pokrzykiwania Jamesa Browna, nieśmiałe chłoptasie na dyskotekach gimnazjalnych zdobywają swoje pierwsze dziewczęta wychodząc z koła, a w liceum sprawnie łączą wszystko w jedną całość, bazgrząc na przedostatniej kartce brulionu zamiast słuchania nudnego zrzędzenia niedorozwiniętych polonistek. Niestety na najbardziej legendarną postać ze społeczności kultury hip-hop, często bez jakichkolwiek prawidłowych uzasadnień, typują Tony’ego Hawka lub Michael’a Jordana. Przynajmniej zażegnano już bolączkę, dotyczącą różnic pomiędzy rapem, a hip-hopem… Alleluja!

Splamiona błotem z cudzych podeszew historia Polski, wykształciła w naszych głowach pewną sposobność. Zaspokojone potrzeby zastępujemy nowszymi, pożądanymi bardziej. Ubodzy Kowalscy! W gąszczach bólu poznaliśmy esencję kultury hip-hop, a teraz usilnie pragniemy odszukać jej prawdziwą odsłonę… Prawdziwy hip-hop… Prawdziwy…

11 sierpnia 2011

RAP TOP 10 z metką: pół żartem, pół serio


Chyba nikt jeszcze nie sprawił, że znalazłem się przed taką zagwozdką. Opis dziesięciu ulubionych płyt z zeszłego roku to już jest kolosalna kłoda pod nogami, biorąc pod uwagę płodność dobrych premier ostatnimi czasy, a gdzie tam dopiero krążki z nieokreślonej ramy czasowej (a niech mnie!). Dlatego na przekór, podkuszony pewnym prywatnym zdarzeniem…

19 kwietnia 2010

Z życia wzięte: Lee-Hop. Jak skutecznie zauważać?!

Niestety nie mogłem się odnaleźć pośród wszędobylskich donosów, na umór okalających mój umysł. Manifestowały one irytujące treści i sugerowały, że mój rodzic to wentyl od Stara, a w Drodze Smoka, jednak Chuck Norris pokonał Bruce'a Lee. Spragniony byłem jakiegoś mentalnego zabiegu, bez użycia narkozy czy narkotyków, pozwalającego na ucieczkę z tego żenującego stanu nieważkości. Jako że w poszukiwaniach jestem szybszy i bardziej skuteczny niż sam Sherlock Holmes, postawiłem na film. W kinematograficznych kamieniołomach, przy odrobinie szczęścia znalazłem pewien kruszec i w żadnym wypadku nie był on fatamorganą.

29 października 2009

Hip-Hop jest martwy, natomiast b-boying wciąż żyje i trzyma kondycję

Drogi przyjacielu. Powiedz mi kogo śmiało mógłbyś nazwać Hip-Hopowcem w dzisiejszych czasach? Kim właściwie jest Hip-Hopowiec, pośród otaczającej nas fikcji, opartej tylko na wiedzy wyssanej z podrzędnego brukowca? Fikcji, którą dosyć często lubią nas karmić wszelkie medialne wydawnictwa, z nieświadomymi w pełni wirtuozami życia na etacie. Specjaliści po studiach, w głowie natomiast mniej niż u niejednego, utalentowanego dzieciaka z publicznego gimnazjum.

Rzuć okiem na najpopularniejsze wpisy...

...jeśli jeszcze nie widziałeś pozostałych!